Forum Ezoteryczne BytZbiorowy
Witaj,

Informujemy, że to forum nie będzie już rozwijane, zapraszamy wszystkich do rejestrowania się i budowania z nami nowego forum na www.bytzbiorowy.pl

Zapraszamy

Forum Ezoteryczne BytZbiorowy


Strefa przyjazna dla wszystkich
 
IndeksFAQSzukajRejestracjaZaloguj
Zapraszamy wszystkich do tworzenia forum w nowej lokalizacji. www.bytzbiorowy.pl

Share | 
 

 Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy

Go down 
AutorWiadomość
Admin
Administrator


Female

Liczba postów : 5583
Na forum od : 15/05/2010

PisanieTemat: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   Wto 21 Wrz 2010, 23:08

Znamy dzieje Egipcjan, Greków, Rzymian. Wiemy, gdzie mają swoje korzenie Niemcy i Anglicy.

Ale co wiemy o naszych przodkach?

Kim jesteśmy, skąd przyszliśmy?

Co sprawiło, że jesteśmy tacy, a nie inni?

Każdy słyszał o prehistorycznym grodzie w Biskupinie i o świętokrzyskich dymarkach - starożytnych hutach żelaza. Co roku w Biskupinie i w Nowej Słupi pod Świętym Krzyżem są organizowane archeologiczne festiwale i niejeden ze zwiedzających jest przekonany, że ogląda prasłowiańskie zabytki. Prawda jest jednak inna. Nasi przodkowie przywędrowali nad Wisłę i Odrę dopiero około 500 roku naszej ery, czyli niedługo po upadku zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego.

W starożytności, w czasach rozkwitu cywilizacji Grecji i Rzymu, o Słowianach nikt nie słyszał. Tak jakby ich nie było. Na pewno zaś nie było ich nad Wisłą i Odrą, podobnie jak nie było ich na Bałkanach ani nad Morzem Czarnym. Na naszej ziemi żyły różne ludy, wśród których najpotężniejsi byli Lugiowie, później zwani też Wandalami. (Archeologowie, rozkopujący ich groby i osady, nazwali ten lud "kulturą przeworską".) Północ Polski zamieszkiwali Goci, tworzący tzw. "kulturę wielbarską". Stopniowo spychali oni Lugiów- Wandalów na południe, sami zaś szlakiem wzdłuż Wisły i Bugu powędrowali na Ukrainę. Około roku 400. naszej ery Goci i Wandalowie najechali Państwo Rzymskie, doprowadzając je do upadku. Po nich przeszli najeźdźcy z azjatyckich stepów - Hunowie. Po stu kilkudziesięciu latach nieustannej wojny wszystkich z wszystkimi, środkowa i wschodnia Europa stała się bezludziem. I w tę pustkę wkroczył...

Lud nowy i dotąd nieznany

...mówiący językiem "niesłychanie barbarzyńskim", jak pisał o Słowianach bizantyjski historyk Prokopiusz z Cezarei, kronikarz cesarza Justyniana. Bo właśnie za czasów tego władcy, na początku lat pięćsetnych, Słowianie niespodziewanie pojawili się nad Dunajem, na granicy państwa wschodniorzymskiego. Wrogiem byli trudnym, gdyż nie byli "centralnie sterowani": nie mieli królów, decyzje podejmowali na wiecach, czego Grecy nie mogli zrozumieć: jak można tak się kłócić? Ten ustrój okazał się jednak ich atutem: mimo że gorzej uzbrojeni od wschodnich Rzymian (czyli Greków-Bizantyjczyków), regularnie ich zwyciężali, a w razie porażki uciekali na bagna, gdzie chowali się... pod wodą i oddychali przez rurki z trzciny.

Słowianie podbijali ówczesną Europę z niesłychanym rozmachem: około 500 roku, kiedy zaczęli dokuczać Bizancjum, zajęli także nasze ziemie, czyli dorzecze Wisły i Odry, kraj nad Dunajem, Kotlinę Czeską; wyszli nad Bałtyk u ujścia Odry i Łaby, założyli osady w środku obecnych Niemiec, kolonizowali doliny alpejskie i dzisiejsze północne Włochy. W przeciwieństwie do innych najeźdźców ze wschodu, chętnie porzucali wojenno-koczowniczy tryb życia, osiedlali się i brali się za uprawę roli. Zasiedlili w końcu Bałkany. Przez jakiś czas po słowiańsku mówiła cała obecna Grecja, włącznie z Peloponezem i wyspą Kretą. Pewna grupa Słowian osiedliła się w... Syrii, zakładając osadę Saqalabiya, czyli "Słowiańska". Słychać było o słowiańskich osadach nawet za morzem, w górach Maroka!

Słowiańska Atlantyda

Skąd przybył ten tak liczny naród? Gdzie była jego kolebka? Najstarsze zabytki słowiańskie wykopano na terenach środkowej Ukrainy, na zachód od Kijowa, ale ten kraj był wówczas zbyt słabo zaludniony, by dać początek takiej masie ludzi. Przypuszczano nawet, że przybyli - jak wiele ludów przed nimi i po nich - ze stepów środkowej Azji; ale tak być nie mogło, gdyż Słowianie nie byli stepowymi koczownikami: trzymali się rzek i terenów wilgotnych. Bardzo możliwe, że przed swoim "wyrojeniem się" mieszkali jeszcze dalej na wschód: w pasie żyznych liściastych lasów nad rzekami Oką, Wołgą i Kamą, aż pod Ural.
Przyjście Słowian i ich najazdy odnotowali dwaj ówcześni dziejopisarze: wspomniany już Prokopiusz, oraz żyjący w Italii Jordanes. Potem jednak nadeszły "ciemne wieki", nie wiemy nawet, co się działo w bardziej cywilizowanych częściach Europy. Po roku 600 n.e. przez prawie 300 lat o Słowianach nie ma niemal żadnych wzmianek. Żyli, karczowali lasy, budowali grody, wojowali z sąsiadami, urządzali sanktuaria, czcili bogów, wróżyli z lotu ptaków, śpiewali pieśni na cześć bohaterów - i z tej ich "złotej epoki" nie zachowało się NIC! Niewiarygodne, ale taka właśnie jest prawda. Cywilizacja Słowian przepadła niby legendarna Atlantyda.

Dlaczego tak się stało? Słowianie przed przyjęciem chrześcijaństwa nie używali pisma, nie pozostawili więc ksiąg ani zapisanych kamiennych tablic. Swoje domy i twierdze budowali z drewna, które łatwo płonęło i niszczało. Zmarłych nie składali do grobów wraz z wyposażeniem na drogę w zaświaty. Nieboszczyków palili na stosach, prochy zaś albo rozsiewali w świętych miejscach albo umieszczali w kapliczkach na słupach. Z jednego i drugiego obyczaju archeolog nie ma żadnego pożytku. Nasi przodkowie jakby celowo zmówili się, aby utrudnić życie naukowcom!

Tajemniczy bogowie

Kiedy około osiemsetnego, dziewięćsetnego, tysięcznego roku Słowianie zaczęli przyjmować chrześcijaństwo, i na ich ziemie przybyli czarno ubrani kapłani nowej religii, ich rodzima kultura nie miała żadnych szans na przetrwanie. Była "pogańska" - czyli podejrzana o konszachty z diabłem i dlatego skazana na zagładę.

Średniowieczni misjonarze rzadko zapisywali imiona obalanych bogów. Wzmianki o słowiańskich bóstwach zachowały się tylko z dwóch odległych punktów Słowiańszczyzny: znad Łaby i Bałtyku oraz z Kijowa, gdzie autor staroruskiej kroniki, mnich Nestor zapisał imiona "bałwanów", które ustawił nad Dnieprem kniaź Włodzimierz, zanim przyjął chrzest. Od niego dowiadujemy się, że w Kijowie czczono "Peruna ... z głową srebrną i wąsem złotym, i Chorsa, Dadźboga, i Strzyboga, i Simargła, i Mokosza." Ale z tejże kroniki wynika, że był to kult nowy, państwowy, odgórnie zarządzony przez Włodzimierza. W jakich bogów naprawdę wierzyli kijowianie? - nie wiadomo.
Bogowie Słowian byli zapewne dużo bardziej nieuchwytni, mgliści, niż bóstwa starożytnych ludów znad Morza Śródziemnego. Aby pewne bóstwo nabrało wyrazistości, musi mieć świątynie, posągi - najlepiej trwałe i kamienne - swoje czyny i księgi. Do obsługi tego wszystkiego potrzebna jest cała rzesza kapłanów. Słowianie tego nie mieli. Nie mieli kapłanów. Nie budowali świątyń. (Nie wierzmy w ich "gontyny" czy "kąciny" - to dopiero Połabianie z terenów obecnej Meklemburgii w ostatniej fazie wojen z Niemcami, tuż przed swoją klęską, zaczęli stawiać świątynie swym bóstwom na wzór chrześcijański.) Słowianie czcili swoich bogów w świętych miejscach - w gajach, nad rzekami, na wzgórzach i u źródeł, ale zawsze pod gołym niebem. Wiemy, że jedna z modlitewnych pozycji polegała na kładzeniu się na wznak i patrzeniu w niebo - żaden inny naród tak się nie modlił...

:: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: ::

Klątwa Galla Anonima

Skoro Słowianie przybyli ze wschodu, aż spod granic szamańskiego matecznika - Syberii, to jasne się staje, że ich religijno-kulturowe pojęcia były kompletnie obce dla ówczesnych chrześcijan z zachodniej i południowej Europy. Swoim sposobem myślenia i swymi wierzeniami za bardzo różnili się nie tylko od chrześcijaństwa, ale i od tego, co wyczytano o dawnych "poganach", czyli wyznawcach Zeusa, Marsa i innych starych bóstw śródziemnomorskich.

Chrześcijańscy misjonarze przychodzili do ludu, którego nie rozumieli i rozumieć nie chcieli. A jego kulturę uważali za tak głęboko pogańską, diabelską wręcz, że zasługującą jedynie na jak najszybsze zapomnienie. Nikt inny jak nasz pierwszy kronikarz, znany pod umownym imieniem Gall Anonim - bo zapomniał się pod swoją kroniką podpisać - takimi oto słowy przeklął słowiańską przeszłość:

"Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa..."
Ta klątwa okazała się skuteczna. Dzięki Gallowi i jemu podobnym, dawnych Słowian rzeczywiście pochłonęła "niepamięć wieków". Choć może jakieś wspomnienia trwają do dziś: w wykopaliskach naszej ziemi, w kulturze ludowej, a także w naszej głębokiej pamięci, tej, do której dostęp mają tylko magowie i szamani.

:: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: :: ::

Bóg, czart, bies...

Słowianie wierzyli w pewną liczbę boskich mieszkańców niebios - dawców światła, deszczu i pomyślności, ale chyba nie wysilali się, aby ich wszystkich przeliczyć. Niemal pewne jest, że pierwsze miejsca, jako Bóg Najwyższy, zajmował Perun, Bóg Burzy, znany także pod imionami Świętowit i Jarowit. Słowo "bóg" znaczyło "budzący lęk" (z powodu swej potęgi). Inną nazwą istot nadprzyrodzonych był "kyrtu", później "czrtu", czyli "potężny". Ale tym mianem chrześcijanie zaczęli nazwać nie Boga, lecz... diabła, czyli właśnie czarta.

Inne diabelskie imię, bies, pierwotnie oznaczało coś zupełnie innego: środek rozjaśniający umysł, a więc napój z halucynogennych grzybów i jagód, którym słowiańscy wróże-szamani raczyli się podczas "biesiady" czyli, dosłownie "jedzenia biesów". Ponieważ starą nazwą szamana-czarownika był "wołchw", takie czarnoksięskie zebranie nazywano "wołchwotą", czyli - w obecnej polszczyźnie - "ochotą". Cóż, pod wpływem grzybów-biesów nasi wołchwowie byli zdrowo "podochoceni"!
W ułamkach starych słów i nazw przechowały się inne miana słowiańskich "świętych mężów", pośredników między ludźmi i bogam-duchami. Szaman uzdrowiciel nazywał się "lekarz". Jakimś innym rodzajem uzdrowiciela-zaklinacza był "choroman". Był też "kołud" - i zapewne przepowiadał przyszłość. Były też mądre niewiasty "wilchwy" lub "wilchy". Czynność wróżenia z lotu ptaków nazywała się "kobiti", ptak wróżebny - "kobiec", mistrz wróżenia tym sposobem - "kobieł", a może "kobacz". Przede wszystkim zaś szaman-wróżbita nazywał się "bak" - czyli ten, który pilnie baczył na wieszcze znaki.

by Wojciech Jóźwiak
Powrót do góry Go down
Admin
Administrator


Female

Liczba postów : 5583
Na forum od : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   Wto 21 Wrz 2010, 23:09


CHULIGANI Z WĄSAMI

Słowianie to nie kochający pokój rolnicy, jak przedstawia ich romantyczny mit. Szli przez Europę uzbrojeni w topory, miecze, machiny oblężnicze, paląc, rabując i siejąc panikę


Jako naród Słowianie przypominali Gallów, zarówno jeśli chodzi o poziom kultury, jak i temperament - tak barbarzyńców przedstawia bizantyjska X-wieczna kronika cesarza Leona Filozofa. A więc starożytni i wczesnośredniowieczni Słowianie byli podobni do bohaterów z komiksu o Asteriksie i Obeliksie. To nie źródła historyczne, lecz utarty romantyczny stereotyp każe nam widzieć w naszych przodkach spokojnych rolników podnoszących głowy znad pługa dopiero, gdy ktoś ich - pokojowo nastawionych - atakował. Tymczasem cywilizowana Europa, która do tej pory obawiała się Gotów, drżała przed najazdami zupełnie nowych barbarzyńców. Przez kilkaset lat próbowała spacyfikować krnąbrnych sąsiadów - Słowian. Nie czuli oni respektu przed Rzymem - zamiast wzbudzać strach, tylko ich prowokował bogactwem.



WOLNI "NIEWOLNICY"

W kronikach Słowianie pojawiają się nagle w VI w. jako nowa siła: zróżnicowana, barwna, ciekawa i groźna. Myli się ten, kto pochodzenie ich nazwy wywodziłby od angielskiego "slave" - niewolnik. Przez setki lat to mieszkańcy Słowiańszczyzny dostarczali tego intratnego towaru, sami pozostając chorobliwie wręcz niezależni i krnąbrni. "Do tego stopnia miłowali wolność, że jeszcze zamieszkując swoje terytoria po drugiej stronie Dunaju nie uznawali żadnej władzy" - zanotował Leon Filozof.

Wkraczając do Europy, Słowianie przejmowali ziemie stopniowo opuszczane przez przemieszczających się na południe Gotów. Zajęli te obszary najprawdopodobniej bez walki. Od razu jednak dali się poznać jako nieprzyjemni sąsiedzi. Gdy Goci zajęli się pustoszeniem rzymskiego cesarstwa zachodniego, wschodnie cesarstwo musiało stawić czoła najazdom o skali do tej pory tam niespotykanej.

Słowianie atakowali Bizancjum od początku VI w. "W zdobytym kraju mordowali w okrutny sposób mężczyzn i zaganiali do niewoli dzieci i kobiety, niszcząc dobytek, którego nie mogli zabrać" - pisał o nich historyk Prokopiusz z Cezarei (a znał się na rzeczy - spod jego pióra wyszła "Historia wojen"). Słowianie często sprzymierzali się z Hunami, Awarami i Bułgarami przeciwko Bizancjum - dzięki politycznym talentom te sojusze sprzyjały im samym. Początkowo nie zdobywali grodów, omijali je lub uciekali się do podstępu, np. wywabiania mieszkańców na zewnątrz. Jednak szybko się uczyli i doskonalili sztukę wojenną.

W 548 roku dokonali przełomu. Słowiańska armia wkroczyła na teren Dalmacji. Najazd był tak potężny, że nikt nie przyszedł z pomocą twierdzom, padającym jedna po drugiej. Piętnastotysięczna rzymska armia, która wędrowała za Słowianami, nie odważyła się ich zaatakować. Napastnicy odeszli, zabierając ze sobą potężną kolumnę niewolników. W czasie tej wyprawy po raz pierwszy pokusili się o atak na grody (zdobyli m.in. Toperos w Tracji).

W odpowiedzi cesarz Justynian postanowił wzmocnić północne peryferia, budując dodatkowe twierdze. Mimo to 3 lata później zagony słowiańskie zatrzymały się na umocnieniach 50 km od Konstantynopola! Schwytanego dowódcę jednego z cesarskich grodów obdarli ze skóry i żywcem spalili. Kilkadziesiąt lat później Słowianie wkroczyli do Tesalonii, przedostali się przez Peloponez i dotarli aż na Kretę.



KOBIETY I FORTELE

W jaki sposób barbarzyńcy radzili sobie z wysoko rozwiniętą cywilizacją cesarzy bizantyjskich? Słowianie byli sprytni: wykorzystywali zaangażowanie Bizancjum w wojny z Persją. Atakując miasta, używali machin oblężniczych, wielkich kusz do wyrzucania kamieni, strzał, padliny lub płonących żagwi. Stosowali wieże oblężnicze, rozmiarami przewyższające mury obleganych grodów. Dla pokonanych byli bezlitośni.

W 617 roku słowiańska armia oblegała Saloniki, nazywane przez nich Sołuniem, trwale zapisując się w historii miasta. "O świcie całe plemię barbarzyńców wzniosło okrzyk wojenny i zmasowanym atakiem ruszyło na miasto ze wszystkich stron. Jedni ciągnęli katapulty i wznosili zapory z głazów, inni nadbiegali ciągnąc drabiny, aby wspiąć się na mury miasta. Jeszcze inni rzucali oszczepy, które niczym burza gradowa spadły na mury obronne. Był to widok wprawiający w osłupienie. Nad miastem unosiła się chmara kamieni i strzał, które niczym chmura zakryły niebo" - pisał Symeon Meaphrastes. Miasto musiał ratować osobiście jego opiekun święty Demetriusz, zstępując z nieba - dodaje kronikarz [z "Miraculi Sancti Demetrii" napisanych przez arcybiskupa Salonik Jana wynika, że interwencja świętego miała miejsce podczas najazdu w 597 r.].

W latach 610-617 Słowianie nękali najazdami Bałkany, sprawiając, że zromanizowane ludy zamieszkujące te okolice uciekały lub chroniły się w górach.

Prokopiusz, opisując armię najeźdźców, pisał o piechocie uzbrojonej we włócznie, zatrute strzały, łuki oraz tarcze. Walczyć mieli w szyku luźnym, który Bizantyjczykom wydawał się bezładny. Co ciekawe, kiedy w 626 roku wspólna armia Awarów i Słowian uciekła spod murów Konstantynopola, obrońcy wśród trupów znajdowali także zwłoki kobiet wojowników. Kobiet, które do walki stawały ramię w ramię z mężczyznami!

Wielu ówczesnych pisarzy podkreśla, że barbarzyńcy lubili walkę partyzancką, atak z zasadzki, jednocześnie unikając konfrontacji w otwartych bitwach. Pseudo-Maurycy odnotował, że chętnie uciekali się do rozmaitych forteli, bardzo sprawnie przekraczali rzeki. Potrafili też ukrywać się przez wiele godzin pod wodą, używając do oddychania jedynie trzcinek.

Tajemnica sukcesu wąsatych wojowników może tkwić w znakomitym rozpoznaniu. I to nie czysto wojskowym. Kupcy z całej Słowiańszczyzny ciągnęli na południe z towarem - w tym przede wszystkim z niewolnikami. Handlarze mogli być i często bywali szpiegami. Pewna historia z VI wieku opowiada o wędrowcach słowiańskich, którzy szli bez broni, niosąc jedynie gęśle. Dość to dziwne zachowanie jak na niespokojne czasy. Schwytanych kupców dostarczono przed oblicze cesarza Maurycego, który - by ich olśnić - pokazał im potęgę państwa bizantyjskiego. Jednocześnie sam wskazał im potencjalne łupy...

Oczywiście nie wszystkie wyprawy południowych Słowian kończyły się sukcesem. Bywało, że musieli uznawać zwierzchność innych narodów. Jednak stali się na tyle potężni, że cesarze bizantyjscy próbowali zapewnić bezpieczeństwo kraju dyplomacją. A przecież ze słabeuszami się nie dyskutuje, tylko ich podbija. Słowianie południowi nie byli jedynym powodem do zmartwień Bizantyjczyków. Na początku IX w. do Nowogrodu, republiki kupieckiej graniczącej z plemionami fińskimi, trafili szwedzcy wikingowie. Szybko zeslawizowali się, przejmując wiele wierzeń i zwyczajów gospodarzy. Połączenie z natury agresywnych, choć cywilizowanych Słowian z prymitywną i wojowniczą naturą wikingów stworzyło jedną z najciekawszych machin wojennych świata. Zeslawizowani wikingowie zapiszą się w historii jako Rusowie, a ich doborowe oddziały nękające Bizancjum zyskają miano Waregów (Focus Historia 4/2008).



GO WEST!

Wojowniczym mieszkańcom południa w niczym nie ustępowali ich pobratymcy - Słowianie Zachodni. Do tej grupy należeli: najdalej na zachód wysunięci Obodrzyci, Lucice, Polanie zamieszkujący puszczę Wielkiej Polski oraz Słowianie z państwa wielkomorawskiego, którzy dzięki pracy Cyryla i Metodego szybko przyjęli chrześcijaństwo.

Obodrzyci, którzy mieszkali na terenach dzisiejszych Niemiec, tak skutecznie dawali odpór Frankom Karola Wielkiego, że ten wydał zakaz handlu bronią ze Słowianami! Uważa się, że na 170 wypraw przeciw Słowianom, począwszy od państwa Karola Wielkiego, a skończywszy w 1125 r. na rajzie Fryderyka Rudobrodego, jedynie jedna trzecia przyniosła pożądany przez cesarstwo niemieckie skutek. Aż 20 wypraw skończyło się rozbiciem armii cesarskiej.

Przeciwnicy Franków najdłużej wytrwali też w pogaństwie, kładąc nawet zrąb pod własną państwowość. Wielokrotnie odrzucali przynoszone siłą przez Sasów chrześcijaństwo. Zdarzało się również, że chrzest przyjmował jedynie najbliższy dwór księcia, podczas gdy reszta kraju trwała przy dawnej wierze. Obodrzyci byli tak znaczną potęgą, że cesarz Henryk II zawarł z nimi - poganami! - przymierze przeciwko Bolesławowi Chrobremu, królowi chrześcijańskiemu.

Piastowie zaczęli rozszerzać swoje władztwo na terenie Wielkopolski na przełomie IX i X wieku. Nie stosowali dyplomacji. Helmold w "Kronice Słowian" tak charakteryzował Polan: "Wezwani na wyprawę wojenną (...) są mężni w bitwie, ale niezwykle okrutni w grabieżach i mordach. Nie oszczędzają ani kościołów, ani klasztorów, ani cmentarzy. Toteż nie inaczej dają się wplątać w wojny prowadzone przez innych, jak pod warunkiem, że dozwoli się im na rabunek mienia, pozostającego pod opieką miejsc świętych. Stąd to także się zdarza, że z powodu żądzy łupu odnoszą się do zaprzyjaźnionych ze sobą jak do wrogów".

Polanie nie narzekali na brak wojowników. "Ma on trzy tysiące pancernych [podzielonych na] oddziały, a setka ich znaczy tyle co dziesięć secin innych [wojowników]" - pisał o Mieszku żydowski kupiec Ibrahim Ibn Jakub. Bolesław Chrobry olśnił cesarza Ottona potęgą swojej armii. Gall Anonim pisze o tarczownikach i pancernych witających cesarza. Dzielnych wojach w pancerzach i błyszczących hełmach, uzbrojonych we włócznie, topory i miecze.

Zbrojne ramię Piastów pozwalało na opanowywanie nowych terenów oraz skuteczną obronę przed ekspansją cesarstwa. Wiele mówi się o najazdach następcy Ottona III - Henryka II - na kraj Bolesława. Nie wspomina się jednak, że były to najazdy odwetowe! Bolesław, wspierając stronnictwo przeciwne kandydaturze Henryka na tron, tuż po śmierci Ottona najechał i przyłączył do swoich włości Łużyce.

Polityczne rozgrywki ustawiły Piastów w kontrze do słowiańskiej awangardy na zachodzie - Obodrzyców, zajmujących południowe wybrzeże Bałtyku od Zatoki Kilońskiej po rzekę Warnow. A ci wojowniczy mieszkańcy Połabia, terenów zajętych przez Słowian od Odry aż po Łabę, wciąż mocno dawali się we znaki Cesarstwu Rzymskiemu Narodu Niemieckiego. Walcząc, nie przebierali w środkach, dawali łupnia tak Niemcom, jak i Duńczykom. "Cały ten lud oddany jest bałwochwalstwu, przebywa stale w ruchu i podróży, uprawia piractwo godzące z jednej strony w Duńczyków, z drugiej - w Sasów. Dlatego już nieraz i na wszelkie sposoby wielcy cesarze i kapłani zadawali sobie trud, by owe buntownicze i niewierne szczepy przywieść w jakiś sposób do uznania imienia Bożego i łaski wiary świętej" - pisał Helmold. Kilkakrotnie chrzczeni odrzucali nową wiarę, podejrzewając Sasów o fałszywe zamiary. Odpór był zawsze gwałtowny i przerażający. Helmold opisuje, jak w 1066 r. "Słowianie odniósłszy zwycięstwo spustoszyli całą ziemię hamburską ogniem i mieczem, zaś prawie wszystkich Szturmarów i Holzatów zabito albo uprowadzono w niewolę. Gród Hamburg zniszczono doszczętnie (...). Również w tym samym czasie Szlezwik, (...), bardzo bogate i ludne miasto plemion załabskich, leżące na krańcach duńskiego królestwa, został przez niespodziewany wypad Słowian w całości zniszczony. Daremnie książę Ordulf walczył często z Słowianami przez dwanaście lat, o które przeżył ojca; żadnego nie odniósł zwycięstwa, lecz wielokrotnie został pobity przez pogan, tak że nawet swoi z niego szydzili". Zakonników ze zdobytych klasztorów Obodrzyci obwozili na pośmiewisko od grodu do grodu. Mnisi byli oskalpowani, a czaszki mieli rozcięte w kształt krzyża.

Nawet wikingowie, równie wojowniczy jak Słowianie, mieli z ich pomorskimi pobratymcami ciężki orzech do zgryzienia. Skandynawowie nie najeżdżali południowego Bałtyku tak jak np. wybrzeży Francji. Woleli handlować i osiedlać się. Dlaczego? Wyjaśnienie można znaleźć w relacji Ibrahima Ibn Jakuba, który pisał o Pomorcach: "Są sławni ze swego męstwa. Gdy najdzie ich jakie wojsko, żaden z nich nie ociąga się, ażby się przyłączyć do jego towarzyszy, lecz występuje, nie oglądając się na nikogo i rąbie mieczem, aż zginie". Niewygodnie jest zaczepiać kogoś, kto może oddać równie mocno.

Słowianie Zachodni podobnie jak Południowi uwielbiali walczyć z zasadzki. Tymczasem pancerna jazda niemiecka przyzwyczajona była do frontalnych starć. Znakomitym przykładem słowiańskiej taktyki jest bitwa pod Cedynią. W 972 r. Mieszko I pozorną ucieczką zwabił margrabiego Hodona w wąskie przejście między wysoką górą a rozlewiskami Odry. Uderzenie armii w bok niemieckich oddziałów zmiotło je w bagna. Dziś, patrząc na stromy stok Góry Czcibora, można dojść do wniosku, że woje raczej spadli na wroga, niż uderzyli... Zaciętość, waleczność, doskonałe rozpoznanie, zasadzki nie mogły jednak wiecznie przynosić powodzenia. W końcu państwo obodrzyckie padło pod naporem Sasów. Schrystianizowani Polanie stworzyli własne państwo, Rusowie założyli dynastię Rurykowiczów, która ugięła się dopiero pod naporem Mongołów. Południowi Słowianie zasymilowali się z Bułgarami, ulegli z czasem Bizancjum lub założyli własne państwa. Ze słowiańskiej masy wydzieliły się narody, ale duch w nich pozostał. Nawet jeżeli bywali podbici, pozostawali krnąbrni. Bałkany to punkt zapalny w Europie. Polacy pokazali waleczność, słowiańskiego ducha podczas II wojny światowej. Prawdę mówiąc, chrześcijańska Europa miała sporo szczęścia. Jak pisał tysiąc lat temu Ibrahim Ibn Jakub: "Na ogół Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowni i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile". Być może gdyby nie nasza kłótliwość, językiem współczesnej dyplomacji byłby nie francuski, ale słowiański...

[http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/chuligani-z-wasami/nc/1/]
Powrót do góry Go down
Admin
Administrator


Female

Liczba postów : 5583
Na forum od : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   Wto 21 Wrz 2010, 23:09



Dobrze się mieszka obok Mieszka

Nie setki - jak naukowcy sądzili do tej pory - ale zaledwie kilkudziesięciu najbliższych współpracowników księcia wraz z rodzinami mieszkało w poznańskim grodzie tysiąc lat temu

Wyspa, na której powstawał w IX wieku gród, nie była dla inżynierów wymarzonym placem budowy. Jej pofałdowana, poprzecinana parowami wypełnionymi wodą powierzchnia przysparzała mieszkańcom kłopotów. Aby zagospodarować taki teren, trzeba wiele wysiłku i co najmniej kilkuset robotników. Archeolodzy badający osadnictwo na Ostrowie Tumskim mówią, że zmorę poddanych Mieszka I stanowiła głównie wilgoć i przenikająca grunt woda. Niewykluczone, że sam Mieszko - mieszkający w kamiennym palatium, odkrytym kilka lat temu - odczuwał boleśnie tego skutki.

W początkach X w. gród składał się z kilku oddzielonych od siebie części. Profesor Hanna Kóčka-Krenz z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, która od lat prowadzi badania na tym terenie, wspomina, że w X w. wznosił się tu kilkuczłonowy gród obronny. Główna jego część, zajmująca północno-zachodnią stronę Ostrowa, to miejsce przeznaczone dla księcia. Tutaj, pod osłoną wałów, znajdowała się rezydencja połączona z kaplicą, zbudowana w latach 60. Od wschodu przylegała do niej część "katedralna", w której umieszczono stację misyjną biskupa Jordana. Ostatnie lata X w. to okres wzmożonej aktywności inwestycyjnej księcia w Poznaniu. Na miejscu dawnej stacji misyjnej Mieszko zaplanował budowę katedry, która rozmachem miała przewyższyć kościoły w Gnieźnie czy na Ostrowie Lednickim.

Tuż obok świątyni, w drewnianych domostwach, mieszkali członkowie książęcego dworu. Północna część Ostrowa przeznaczona była zatem dla ludzi możnych, tych, którzy mieli prawo do korzystania z książęcego systemu dystrybucji dóbr. Archeolodzy odkopali tu cenne przedmioty, na które tylko ówcześni bogacze mogli sobie pozwolić: srebrne monety, formę do odlewania metalowych sztabek - grzywien, ozdoby z kamieni szlachetnych, złota, srebra i brązu - paciorki, pierścionki, zausznice i zawieszki, grzebienie i przedmioty codziennego użytku czy wreszcie bogato zdobioną ceramikę, którą śmiało można brać za odpowiednik dzisiejszych eleganckich zastaw stołowych.

Gdyby przedostać się przez głęboki bagnisty parów na południową stronę wyspy (tzw. Zagórze), znaleźlibyśmy się w obronnej osadzie, którą można określić mianem podzamcza. Tutaj, w drewnianych chatach, mieszkali ludzie, którzy świadczyli usługi dla książęcego dworu. - O tym, że tę część osady zajmowała ludność usługowa, świadczy rodzaj znalezisk - tłumaczy prof. Kóčka-Krenz - ot, choćby szczątki zwierzęce. Tam, gdzie mieszkał książę, znajdujemy kości zwierząt łownych (w tym np. łapy niedźwiedzia) czy z lepszych partii zwierząt hodowlanych. W części południowej zaś żywiono się mięsem pośledniejszej jakości. Książę dbał więc o menu swojego dworu, poddani zaś musieli zadowolić się takimi kontrowersyjnymi smakołykami jak świńskie kopytka i głowizna.

Latem tego roku, podczas wykopalisk poprzedzających prace budowlane, oczom badaczy ukazały się pozostałości dębowego mostu, który za czasów pierwszych Piastów łączył gród na wyspie z osadą położoną już na stałym lądzie, nad brzegiem rzeki Cybiny. Most solidny i szeroki na tyle, że swobodnie mijały się na nim dwa wozy, prowadził na Śródkę - jak później nazwano tę część miasta - do osady przygrodowej, gdzie odbywał się targ. Targowisko, rzecz jasna poddane kontroli księcia, jak wszystko, co znajdowało się w tej okolicy, leżało na szlaku handlowym prowadzącym do Gniezna.

Dolina Cybiny w tym miejscu jest bardzo wąska, a jej brzegi strome - mieszkańcy musieli zatem koniecznie wybudować most łączący Ostrów z lądem, by móc swobodnie korzystać z dobrodziejstw targowiska. Druga strona wyspy, oblewana przez Wartę, nie wymagała takich przedsięwzięć komunikacyjnych - przez rzekę przeprawiano się brodem, bowiem leżało tu kilka małych piaszczystych wysepek, które ułatwiały dojście na drugi brzeg niemal suchą nogą. Sam most był kilkakrotnie reperowany - woda świetnie konserwuje drewno, jednak te części konstrukcji, które wystawały nad powierzchnię, od czasu do czasu wymagały wymiany. - Z odkrytej dotychczas partii mostu wynika, że po raz ostatni naprawiano go w latach 20. XI wieku. Na jego miejscu zaś poznaniacy budowali później kolejne mosty - ostatni z nich został zniszczony podczas drugiej wojny światowej.

Nie wiemy, niestety, ilu stałych mieszkańców liczył wczesnopiastowski zespół grodowy. Profesor Kóčka-Krenz ostrożnie szacuje, że mogło w nim żyć około 200 osób. - Książę nie mieszkał sam - oprócz jego najbliższej rodziny znajdowali się tutaj rozmaici urzędnicy, w tym zatrudnieni w kancelarii - ludzie wykształceni, którzy potrafili formułować dokumenty, o czym świadczą znaleziska tłoków pieczętnych i ołowianej bulli. Na dworze przebywali także duchowni - biskup i diakoni - w owym czasie Kościół nie miał jeszcze własnych majątków i był całkowicie zależny od księcia. Funkcjonowały tutaj także różne pracownie, których wytworów potrzebował dwór, takie jak złotnicza, kowalska, snycerska czy tkacka. W każdej z nich pracowało co najmniej kilka osób.

Wreszcie nie mogło zabraknąć tu wojów książęcej drużyny, sprawujących osobistą ochronę nad władcą. - Oczywiście wiele z tych osób nie mieszkało bezpośrednio w grodzie, lecz w pobliskich osadach - mówi profesor Kóčka- -Krenz. - Stałych mieszkańców było pewnie znacznie mniej niż ludzi kręcących się w jego obrębie. To w pewnym sensie pierwociny współczesnego modelu miasta, w którym przedmieścia często zajmują przestrzeń znacznie większą niż samo centrum, a mieszkanie w poszczególnych dzielnicach oznaczać może inny status materialny mieszkańców - żartuje.

[http://www.focus.pl/historia/artykuly/zobacz/publikacje/dobrze-sie-mieszka-obok-mieszka/nc/1/]
Powrót do góry Go down
Admin
Administrator


Female

Liczba postów : 5583
Na forum od : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   Wto 21 Wrz 2010, 23:11

Tak w zasadzie wszystko już się wyjaśniło, dzięki najpierw analizom językoznawczym, a później najnowszym (takim nawet z jesieni 2009) odkryciom genetyki.

Niestety prawda nie jest rozpowszechniana, wręcz przeciwnie, jest w Polsce skrzętnie ukrywana. W mediach i na większości uczelni rządzą siły które dotąd wmawiają ludziom, że Polacy i Słowianie w ogólności, to takie prostackie bydło które przybyło nie wiadomo skąd na "prastare ziemie germańskie" i nabrało dopiero kultury od Niemców i Bizancjum. Polacy, to według tej doktryny, takie szczególne przybłędy, którzy nawet swojego języka właściwie nie mieli, gdyż według np. dużej ilości "polskich" (jak się przyjrzeć, to dziwnym trafem prawie sami Żydzi, Niemcy i Ukraińcy z pochodzenia i/lub byli agenci SB) językoznawców, co drugie słowo w języku polskim jest pochodzenia czeskiego, niemieckiego, rosyjskiego, węgierskiego itp.itd.itp. Taki np. pseudojęzykoznawca Miodek, były agent SB zresztą, obecnie wysługujący się na różne sposoby Niemcom, napisał jakiś czas temu w niemieckiej gazecie "Dziennik Bałtycki", że polski wyraz "chleb" pochodzi z języka niemieckiego. Niedługo pewnie Miodek czy inny smrodek napisze, że polski wyraz "matka" pochodzi od niemieckiego "mutter"aa! I to piszą tak na bezczelnego, pomijając fakt wspólnoty języków indoeuropejskich...

Tymczasem prawda jest odwrotna.


A więc w skrócie-

Języki słowiańskie, są dużo bliższe staroindyjskiemu sanskrytowi niż języki germańskie czy romańskie!

I nie trzeba do tego żadnych specjalnych testów, analiz itp. To się daje zauważyć nawet przeciętnej osobie o dobrej znajomości języka polskiego i rozumieniu słowiańskich rdzeni znaczeniowych, która ma jakiś tekst z sanskrytu w transkrypcji łacińskiej i wie jak czytać w tej transkrypcji. Ja mam np. Jogasutry Patandżalego, gdzie obok tłumaczenia jest tekst oryginalny w transkrypcji, i rozumiem co któreś słowo, mimo iż nie uczyłem się sanskrytu!aa

Zatem języki słowiańskie, jako bliższe sanskrytowi od języków germańskich i romańskich, są starszymi od nich językami indoeuropejskimi!aa

Wszelkie zapożyczenia istniały, owszem, ale szły w drugą stronę, od języków słowiańskich do germańskich i romańskich, oraz niektórych innych jak np. węgierskiego, który nawet nie jest językiem indoeuropejskim. Dotyczy to nie tylko kwestii językowych, ale też wielu szczegółowych kwestii kulturowych i technicznych. Np. Niemcy od Polaków i Czechów zapożyczyli zwyczaj używania chmielu przy ważeniu piwa, Finowie swoją saunę zapożyczyli od słowiańskiej bani (o której jest u Ibrahima Ibn Jakuba w opisie państwa Mieszka) itp.itd.

Co do zamieszkiwania na danym terenie Słowian, a zwłaszcza Polaków, trafna okazała się teoria autochtoniczna stworzona przez polskich XIX-wiecznych historyków i archeologów. Na terenie współczesnej Polski, i zresztą na zachód od niej, aż do Łaby, do ok. XI wieku na stałe zamieszkiwali tylko przodkowie Polaków i pokrewne plemiona zachodniosłowiańskie. Żadnych plemion germańskich nigdy na terenie polski nie było! Jedynie przez pewien okres, niejako "przejazdem" ze Skandynawii nad Morze Czarne, zamieszkiwali tu Goci, tyle, że zamieszkiwali te terytorium obok ludności słowiańskiej, a nie zamiast! Po prostu zaludnienie było tak małe, że ludność gocka i słowiańska mogła zamieszkiwać to samo terytorium bez konfliktu, gdyż Goci osiedlali się głównie na terenach nadrzecznych, niezamieszkanych przez Słowian.

Aryjskie geny Polaków.

Niedawno wyodrębniono genetyczną haplogrupę R1A1, tzw. aryjską. Aryjską przez skojarzenie ze starożytnymi Ariami, białym, wysokozaawansowanym ludem, który w zamierzchłej przeszłości podbił subkontynent indyjski zamieszkany przez czarnoskórą ludność drawidyjską, i stworzył klasyczną kulturę starożytnych Indii.

Zaczęto badać współczesne rozmieszczenie haplogrupy R1A1 i cóż się okazało! Szok!
Z małymi wyjątkami o których za chwilę, okazało się, że Polacy są najbardziej aryjskim narodem! Wśród dużych narodów, największy procent haplogrupy R1A1 jest w Polsce i niektórych miejscach zachodniej Ukrainy zamieszkanych wcześniej głównie przez ludność Polską - 56%!. Większy jest tylko u Serbo-Łużyczan na Łużycach, ok 63%, wśród Tadżyków (zamieszkują Tadżykistan, także pewien mały rejon w zachodnich Chinach, oraz północny Afganistan i południowy Uzbekistan) - 64%, a podobny lub większy w północnych Indiach wśród najwyższej kasty braminów 48-73%.
Miejsca o wysokim procencie haplogrupy R1A1 w Szwecji, Norwegii i Szkocji wiąże się głównie z wpływem tzw. słowiańskich wikingów, co potwierdzają też archeologiczne zabytki osadnictwa słowiańskiego pośród osadnictwa germańskiego w tamtych rejonach.

Pretendujący do roli czystych Aryjczyków w czasie III Rzeszy Niemcy, okazali się zawierać bardzo mały procent R1A1, co więcej, nie są nawet czystymi Germanami! Niemcy to germańsko-słowiańsko-jeszczejacyś mieszańcy Hitlerowcy mogą się teraz spokojnie przewracać w grobie

Polacy to "czyści Aryjczycy", a przynajmniej potomkowie Aryjczyków w prostej linii.

Pewne szczegółowe analizy występowania haplogrupy R1A1 wykazały, że ta haplogrupa występowała na ziemiach polskich już ok. 10.000 lat temu.

Poprzez skojarzenie tego faktu z pracami archeologów odnośnie tzw. cywilizacji rydwanów i innych rzeczy, można wysnuć wniosek, że prasłowianie, tożsami z Aryjczykami, dysponujący już prawdopodobnie wysoką kulturą i cywilizacją, kilka tysięcy lat temu- prawdopodobnie 4000-5000 lat pne, wyruszyli z rodzimych siedzib położonych na terytorium obecnej Polski, Białorusi i zachodniej Ukrainy na wschód, gdzie stworzyli stepową i opartą na koniach cywilizację na obszarze od obecnej Ukrainy do Uralu, potem przekroczyli Ural i dotarli aż do gór Ałtaju. Potem skierowali się na południe przez obszar dzisiejszego Tadżykistanu (stąd R1A1 wśród Tadżyków)i Afganistanu, by rozdzielić się na dwie strony i stworzyć dwie starożytne cywilizacje: Indii i Persji. Część być może dotarła też na pogranicze z Chinami (patrz: mumie wysokich, jasnowłosych ludzi w zachodniochińskiej prowincji Sinkiang (Xingjiang), w dolinie Tarim, na stanowiskach szacowanych na wiek 2000-3000 lat pne).

Jesteśmy potomkami wielkiej, starożytnej cywilizacji!aa

Jestem pewien, że nastąpią jeszcze potwierdzające to wielkie odkrycia archeologiczne.

PS. A różne szwaby i angole mogą nam naprawdę naskoczyć i tyle!

PS2 Niektóre ze źródeł:

[http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/polacy.htm#5].

[http://www.gralakhen.republika.pl/etnogen-slowian.html]
(tutaj krócej, prosto i z pewnymi ciekawostkami)


źr.: http://forumzn.katalogi.pl/S%C5%82owianie__Najbardziej_tajemniczy_lud_Europy-t8646.html
Powrót do góry Go down
Admin
Administrator


Female

Liczba postów : 5583
Na forum od : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   Wto 21 Wrz 2010, 23:12

Podobieństwa wierzeń słowiańskich do wierzeń hinduskich (kultury wedyjskiej)?

Jest ich masa, tak że można by napisać książke. Np. rzeźby Świętowita o czterech twarzach są łudząco podobne do hinduskiego Brahmy - też przedstawianego z czterema twarzami w podobny sposób. Są też podpboeiństwa w imionach! Rosyjscy słowianie czcili bóstwo Wiszen (porównaj - hinduski Wisznu) oraz rosyjskie opowieści ludowe zawierają historie o bohaterze Kriszenie (porównaj - hinduski Kryszna).

Centralnym bóstwem w hinduizmie był też Agni - ogień. To nasze słowo jak najbardziej pochodzi od słowa sanskryckiego - agni a ogień (agień). Staro-słowiańskie słowo "bog" jest fonetycznie powiązane z sanskryckim "bhaga" o tym samym znaczeniu. Itd.

Inne rzucające się w oczy podobieńśtwa to hinduski Surja (dewa Słońca) i rosyjski Suri (również bóstwo solarne), a także Jego małżonka - indyjska Surjaa i polska Zorja (Boginie solarne). Rosyjsko-ukraiński Rod jest uważany za tożsamego z indyjskim Rudrą (Śiwą).




NanBeiDaXi:

Tak w zasadzie wszystko już się wyjaśniło, dzięki najpierw analizom językoznawczym, a później najnowszym (takim nawet z jesieni 2009) odkryciom genetyki.

Jeszcze nic się nie wyjaśniło. Jesteśmy w fazie plątania się w niezliczonych teoriach i koncepcjach - żeby COŚ się osatetcznie wyjaśniło, potrzeba jeszcze długoletnich badań, dwodów i sporów.

Języki słowiańskie, są dużo bliższe staroindyjskiemu sanskrytowi niż języki germańskie czy romańskie!

Po prawdzie to wszystkie języki indoeuropejskie wykazują związki z sanskrytem. To że języki bałtosłowiańskie (a w tym takie jako staropruski, polski, starocerikiewnosłoiwiański, języki łotewskie) wykazują więcej pozostałości jeszcze nie jest dowodem na ich wyższość. Bowiem sanskryt wykazuje podobieństwo ogólnie do języków europejskich.

Ja mam np. Jogasutry Patandżalego, gdzie obok tłumaczenia jest tekst oryginalny w transkrypcji, i rozumiem co któreś słowo, mimo iż nie uczyłem się sanskrytu!aa

To jest prawda. Określenia na więzy pokrewieństwa (matka, brat itp), liczby i liczenie, przedmioty codziennego użytku - zwłaszczatu występuje troche podobieństw.

Wszelkie zapożyczenia istniały, owszem, ale szły w drugą stronę, od języków słowiańskich do germańskich i romańskich, oraz niektórych innych jak np. węgierskiego, który nawet nie jest językiem indoeuropejskim

Węgierski, wraz z fińskim, estońskim, tureckim i baskijskim nie są spokrewnione z sanskrytem. Mają inne, osobne pochodzenie.

Żadnych plemion germańskich nigdy na terenie polski nie było! Jedynie przez pewien okres

Oj, byli, byli... O czym świadczy genetyczne pochodzenie bardzo wielu Polaków, zwłaszcza są pewne rejony szczególnie zdominowane - mówi sie że w Warszawie znajdziesz wielu potmków np. Wandali (zobacz np: kultura przeworska). Wandalowie opuszczali potem te tereny pod naporem Hunów. 16 mln mężczyzn w Europie i Euroazji nosi też geny po najazdach... mongołów I wielu nic o tym nawet nie wie Sporo ludzi o genach słowiańskich znajdziesz dzisiaj na niektórych terenach niemieckich - ironia historii? A przebywanie Wandalów nad Wisłą bardzo dobrze potwierdzają i znaleziska archeologiczne i badania genetyczne.

Poprzez skojarzenie tego faktu z pracami archeologów odnośnie tzw. cywilizacji rydwanów i innych rzeczy, można wysnuć wniosek, że prasłowianie, tożsami z Aryjczykami, dysponujący już prawdopodobnie wysoką kulturą i cywilizacją, kilka tysięcy lat temu- prawdopodobnie 4000-5000 lat pne, wyruszyli z rodzimych siedzib położonych na terytorium obecnej Polski, Białorusi i zachodniej Ukrainy na wschód

Dzisiaj część badaczy uważa, że było odwrotnie - że aryjczycy przywędrowali ze swoją kulturą z terenów Indii, gdzie rozwijali się wcześniej - ale to jedna z hipotez, natomiast potwierdzona w tekstach wedyjskich.

Niestety prawda nie jest rozpowszechniana, wręcz przeciwnie, jest w Polsce skrzętnie ukrywana.

No tak jak mówie - to ponoć Anglicy mieli ukrywać tę prawdę o starszym wieku kultury indyjskiej i tym że kultura arysjka rozpestrzeniała się z indii - i mieli eliminować dowody na odwrotny ciąg wydarzeń (okupowali wtedy Indie - i były to fakty wielce niewygodne). Jaka była prawda? - jeszcze nie wiemy, - spory, dyskusje i badania trwają.

Jesteśmy potomkami wielkiej, starożytnej cywilizacji!aa

I co chcesz z tym zrobić? Może nawrócić się na waire przodków arysjko-słowiańskich? A badałeś swoje własne pochodzenie genetyczne, że mówisz "jesteśmy"?! Równie dobrze możesz nosić geny germanów, celtów, romanów, żydów, monogłów, normanów - póki nie przebadasz siebie, nie wiesz. Polacy to istna mieszanka ludów.


"Wszystkie Purany, Itihasy i 4 Wedy mówią o królach wedyjskich panujących na wszystkich kontynentach. np. Bharata Maharadża, Judisztira Maharadża czy Parikshit Maharadża. Pisma Święte wspominają także, że wszystkie narody czy ludy podążały za wedyjskimi standardami kultury. Jest także wzmianka o tym że oficjalnym, a wręcz jedynym językiem świata był Sanskryt.

Jednak z biegiem czasu (po bitwie na Kurukshetra.) narody zaczęły zapominać o wspólnym dziedzictwie kulturowym. W obecnej chwili coraz większa liczba naukowców dostrzega dowody istnienia tej ogólnoświatowej kultury wedyjskiej."

Tyle teksty wedyjskie.

Ten sam autor twierdzi, że wpływy kultury wedyjskiej sięgały nawet Angli - Sanskrycki przyrostek, ,, Puri,,( Pura- miasto,forteca) częsty w nazwach indyjskich miast; Sudamapuri albo Jagannatha Puri, w Anglii przeewoulowało w ,,bury,,( tj. grzebać,kopać) i widnieje w nazwach np; Shrewsbury, Ainsbury, Waterbury.

I Irlandii - Irlandia jest określana sanskryckim terminem Aryasthan co oznacza ,,ziemię Aryjskiej (Vedic) Kultury,,.
W książce Collectania De Rebus Hibernicus Lt. Gen. Karola Vallancey stwierdza autor że "pan William Jones przypuszcza, że język Irlandczyków jest blisko spokrewniony z sanskrytem".

Skandynawii - Scandinavia- Scanda (albo Skanda) jest wojownikiem Pana Siwy i Dowódcą Boskiej Armii ( armii półbogów). Sanskryckie słowo ,,naviya,, oznacza,,wyprawę morską w imieniu, ,, w tym przypadku odnosi sie to do Pana Scanda.
W książce ,,Indie w Grecji,, - Edward Pococke zauważa że , Europejskie, Skandynawskie i indyjskie kasty wojowników tj; Kszatriya są identyczne. ( funkcja tej grupy jak i struktura itp). Słowo wiking (król) pochodzi od ,,Simha,,( lew) , Simha ( singa), W ,,singa,, "S" przechodzi w "K" to staje się King.( czyli ,,król,,) W ten sposób Wikingowie byli określani jako ,,lwi wojownicy,, , zupełnie tak samo jest w Pendżabie w Indii. Wojownicy są tam nazywani Singh - lew.

i Germanii - Deutschland jest zniekształconym słowem ,,Daityasthan,,, oznacza ,,ziemia klanu Daitów,, (klan, naród) narodzonych z Matki Diti i Kashyapa Muni. Słowo w języku niemieckim ,,land,, oznacza ,,ziemia,,, ,,Kraj,, . Land pochodzi od ,,sthan,,. Natomiast Deutsh pochodzi od Daita. ( Prawdopodobnie naród Niemiecki pochodzi właśnie od rodu Daiów)
Powrót do góry Go down
Admin
Administrator


Female

Liczba postów : 5583
Na forum od : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   Wto 21 Wrz 2010, 23:16

Dziś prawdziwych Polaków już nie ma
Zostaliśmy dość równomiernie wymieszani z innymi nacjami. Mamy zarówno geny litewskie, ruskie, germańskie, żydowskie, jak i węgierskie, nordyckie czy nawet ormiańskie.
Kochamy swój kraj, język, historię i tradycje, zwłaszcza religijne, ale chcielibyśmy więcej wiedzieć o przodkach.

Czy Polacy są narodem czystym etnicznie?

Wśród naszych antropologów przeważa przekonanie, że Polacy są jedną z najbardziej jednorodnych populacji w Europie, zarówno pod względem genetycznym, jak i etnicznym - szczególnie po II wojnie światowej. Opinię tę wzmacniają stosunkowo świeże badania genetyczne (z 2002 r.), które dosyć precyzyjnie uwydatniają cechy charakterystyczne i różne domieszki składające się na "polski element". Ich autor, dr Rafał Płoski z Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, uważa, że genetycznie jesteśmy bardziej pokrewni słowiańskiej Europie Wschodniej niż Zachodniej. Chodzi głównie o mieszkańców Niemiec i Szwecji. To, że wszyscy mamy podobny koktajl genów, wynika z badania próbek pobranych w różnych rejonach Polski. Zostaliśmy dość równomiernie wymieszani z innymi nacjami: mieszają się w nas zarówno geny litewskie, ruskie i węgierskie, jak i nordyckie, germańskie, ormiańskie i żydowskie. - Nasze geny - mówi dr Płoski - są jednak bliższe mieszkańcom Rosji, Białorusi i Ukrainy, i to się odbija również całkiem niezależnie w naszych językach, które określają podobne granice geograficzne narodów słowiańskich. W badaniach genetycznych, które objęły próbki krwi ponad 1000 osób z Polski i ok. 1000 z Niemiec, nie uzyskaliśmy korelacji z wyglądem zewnętrznym. Chodziło o chromosom Y i jego podobieństwo do mieszkańców sąsiadujących z nami krain. Ogólna zasada jest taka, że im dalej geograficznie zamieszkuje dany człowiek, tym podobieństwa powinny być mniejsze, a im bliżej - większe. Natomiast w odniesieniu do bardzo bliskich geograficznie sąsiadów, jakimi są dla nas Niemcy, różnice genetyczne były bardzo wyraźne. Świadczy to o zdecydowanej wstrzemięźliwości w mieszaniu się Polaków i Niemców.

Tezę o jednorodności popiera też prof. Bogusław Pawłowski, antropolog z Wrocławia, który jest zdania, iż badania genetyczne wykonywane na próbkach krwi potwierdziły, że zróżnicowanie genetyczne Polaków jest o wiele mniejsze niż naszych zachodnich sąsiadów. Choć występowały i występują u nas mniejszości narodowe, nie można ich porównywać z obecnością Hindusów w Wielkiej Brytanii, Marokańczyków we Francji czy Turków w Niemczech. Tam żyją obok siebie ludzie o różnych genach, w Polsce jesteśmy do siebie o wiele bardziej genetycznie podobni. Czy to oznacza, że lepiej się wymieszaliśmy? Generalnie jednak przekonanie o jednorodności etnicznej Polaków opiera się na trochę archaicznych metodach wyodrębnienia cech fizycznych i kulturowych właściwych dla mieszkańców Rzeczypospolitej.

- Narodowość nie jest kategorią biologiczną, ale kulturową - twierdzi dr Jarosław Bednarek, biolog i antropolog z Zakładu Genetyki Molekularnej i Sądowej Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. - Pochodzenia etnicznego nie można zatem jednoznacznie określić ani za pomocą metod genetycznych, ani antropologicznych. Dlatego, moim zdaniem, żadna odpowiedź na pytanie o czystość etniczną Polaków nie będzie miała solidnych podstaw naukowych. Przyjmując takie założenie, dr Bednarek może wyrazić pogląd, że mimo licznych zawirowań dziejowych i związanych z tym migracji ludności znalazłoby się wielu Polaków "czystych" etnicznie.

Wierzę, że jestem Polakiem

Porzucenie szperania w genach i życiorysach proponują i inni antropolodzy. Prof. Krzysztof Borysławski z Uniwersytetu Wrocławskiego utrzymuje, że grupę etniczną tworzą ludzie nie zawsze cechujący się w jednakowym stopniu wspólnym pochodzeniem i kulturą, ale często mający tylko przekonanie o wspólnocie pochodzenia i kultury. Właśnie ta wiara jest dla grupy etnicznej czymś tak ważnym i charakterystycznym, że Max Weber przyjął ją za podstawę definicji grupy etnicznej. Określił on ją jako grupę, która przechowuje wiarę we wspólne pochodzenie. Stanowi ona łącznik społeczny i nie jest istotne, czy jest to zgodne z rzeczywistością. Prof. Borysławski przyznaje wprawdzie, że w Polsce występują różne mniejszości etniczne, ale jest ich stosunkowo mało. - Polacy są jedną z populacji najbardziej jednorodnych genetycznie i etnicznie, szczególnie po II wojnie światowej - twierdzi ten antropolog. - Obecnie liczebność mniejszości narodowych szacuje się na 1,2 mln, z czego 700 tys. to ludność pochodzenia niemieckiego, 250 tys. - ukraińskiego i tyleż mniej więcej białoruskiego. Ale proces asymilacji trwa i te wartości zmniejszają się sukcesywnie, podobnie jak niechęć do mniejszości narodowych, szczególnie po naszym wejściu do UE.

Zgadzamy się na to, że w 38-milionowym społeczeństwie 1,2 mln ludności o innym pochodzeniu nie powinno zmieniać poglądu o czystości etnicznej Polaków. Ale przecież Polska nie powstała wczoraj ani np. w 1918 r. Polacy mają już ponad 1000 lat państwowości, a w tym czasie i wcześniej było wiele okazji, by się przemieszać (dobrowolnie lub siłą) z innymi nacjami - wojny, migracje, osadnictwo, zmiany granic.

Kto się z kim mieszał?

Dla Polaków i w ogóle dla mieszkańców Europy Środkowej antropolodzy utworzyli zatem specjalny typ, rasę subnordyczną, która jest mieszanką dwóch innych charakterystycznych typów (lub ras) - nordycznego i laponoidalnego. Dr Elżbieta Arasimowicz z Pracowni Antropologii w Centrum Zdrowia Dziecka podaje, że zgodnie z teorią prof. Jana Czekanowskiego, nazywanego ojcem polskiej antropologii, w dorzeczu Wisły i Odry ukształtowała się prabałtosłowiańska struktura antropologiczna należąca do formacji nordycznej typu kontynentalnego, a więc na tym terenie przeważał element nordyczny nad laponoidalnym i śródziemnomorskim. Mówiąc bardziej popularnie - element pochodzący z dawnych Niemiec i Skandynawii przeważał nad elementem mongolskim (Tatarzy) i pochodzącym z Południa (Żydzi). Przeważał, ale do jakiego stopnia?

Dr hab. Barbara Kwiatkowska, antropolog z Wrocławia, przy okazji badań nad czaszką bł. Czesława podała proporcje: - Nasz patron to typ subnordyczny (w 40% nordyk, a w 20% typ laponoidalny). Miał niebieskie tęczówki oczu, blond włosy i jasną cerę.

Typ nordyczny + typ laponoidalny + trochę śródziemnomorskiego = typ subnordyczny.

Prof. Krzysztof Borysławski dodaje kilka dodatkowych informacji. - W Europie mamy obecnie cztery główne typy rasowe: nordyczny, laponoidalny, śródziemnomorski i armenoidalny. Właściwie przedstawicieli czystych ras można policzyć na palcach, wszyscy jesteśmy jakąś tam mieszaniną. Typowy Polak jest mieszańcem nordyczno-laponoidalnym, zwanym subnordykiem, z bardzo drobnymi przymieszkami. Przed zamieszaniem migracyjnym po II wojnie światowej był w Polsce dość wyrazisty układ - im bardziej na południe, tym większa była przewaga pierwiastka laponoidalnego, a im bardziej na północ, tym wyraźniejsze akcenty nordyczne. Teraz to jest trochę mniej wyraźne.

Jak efekt mieszania wygląda na zewnątrz, w praktyce?

Prof. Borysławski kontynuuje:
- Subnordyka charakteryzuje tzw. dysharmonia pigmentacji - najczęściej jest tak, że przy raczej ciemnych włosach mamy niebieskie oczy. Odwrotny układ jest rzadziej spotykany. Zróżnicowanie kolorów jest typowe dla subnordyków, bo wszystkie inne rasy czy ich kombinacje mają jednolitą pigmentację (nordyk ma jasne włosy i niebieskie oczy - reszta to "ciemne typy").

Oczywiście są to tylko rozważania teoretyczne, czyste bowiem typy nordyczne i laponoidalne różnią się bardzo między sobą. Nordyk jest wysokiego wzrostu, smukłej budowy ciała; włosy faliste, jasnoblond; skóra dość silnie owłosiona; oczy jasne; głowa wydłużona, twarz pociągła, nos wąski, wysklepiony. Typ laponoidalny - przeciwnie: wzrost bardzo niski do niskiego, budowa słaba; krótkie nogi, długi tułów i ręce; włosy czarne do ciemnobrązowych, proste, oczy brązowe, skóra brudnożółtawa, twarz bardzo krótka, dość szeroka, nos słabo wydatny, wklęsły, koniuszek zadarty.

W czasach hitlerowskiego nazizmu dyskusje na temat czystości rasy posunięte były do obłędu. Wielu badaczy masowo mierzyło czaszki różnych ludzi w poszukiwaniu stuprocentowych nordyków, którzy mogliby jak w hodowli psów czy koni poprawić parametry antropologiczne społeczności niemieckiej. Rasa nordycka przecież przez 1000 lat miała panować nad światem. Czasami się okazywało, że doskonałe nordyckie typy znajdowano w Polsce, a nawet, o paradoksie, wśród ludności pochodzenia żydowskiego. Co z tego pędu do czystości rasowej wyszło, wiemy wszyscy i nikt chyba nie chciałby powtarzać tych doświadczeń ani w Niemczech, ani w Polsce. Nasze rozważania na temat czystości etnicznej Polaków wypływają więc nie z chęci rozpalenia emocji, ale zrelacjonowania poglądów na tę bardziej estetyczno-kulturową niż polityczno-ideową kwestię.

Kochajmy się, mieszajmy się

Obok poglądu o względnej jednorodności etnicznej mieszkańców Polski funkcjonuje równolegle pogląd o ich różnorodności genetycznej i etnicznej. Prof. Artur Andrzejuk z UKSW zajmujący się antropologią filozoficzną ma poważne wątpliwości, czy w Europie 2008 r. można mówić o czystych etnicznie narodach.
- Myślę - mówi profesor - że można mówić o narodach, do których przynależność jest dość emocjonalna, mimo że ma pewne "podstawy w rzeczy", np. kraj pochodzenia, język, wspólna historia i tradycja, czasem religia.
- Jeśli chodzi o nasz naród - kontynuuje prof. Andrzejuk - to on jest paradoksalnie etnicznie bardzo wymieszany, wystarczy wyjść na ulice i popatrzeć, jak wiele "typów antropologicznych" po nich chodzi, od niebieskookich blondynów do śniadych brunetów, a kobiety...!

W tym miejscu głos profesora znacząco się załamuje.
- Myślę, że dziedziczymy w tym Rzeczpospolitą Obojga Narodów, w której oprócz Polaków i Litwinów mieszkali Rusini, Kozacy, Niemcy, Żydzi, a nawet Tatarzy, Szkoci i Holendrzy. Dziś potomkowie ich wszystkich są w większości Polakami. Czy nimi pozostaną? To już pytanie o poczucie tożsamości narodowej i jej przemiany w zjednoczonej Europie - kończy prof. Andrzejuk.
Wydaje się, że zdania tego naukowca można wysunąć na czoło naszych rozważań.

Adam Mickiewicz w balladzie "Trzech budrysów" dał np. swoistą, niepozbawioną humoru genezę etniczną mieszkańców dawnej średniowiecznej Litwy. Stary budrys miał trzech synów, ale zrodzeni oni zostali ze związku z Laszką, czyli Polką. Przy okazji nasz wieszcz dał skrócony opis polskiej urody kobiecej (lice bielsze od mleka, z czarną rzęsą powieka). Trzej synowie budrysa również mieli żony Polki, więc ich dzieci były już zapewne Litwinami całkowicie spolonizowanymi, a genetycznie w 75% byli to Polacy.

I właśnie na Mickiewiczu, tym filarze polskiej kultury niematerialnej, o którym inny wieszcz, Zygmunt Krasiński, powiedział: "My z niego wszyscy", skupiła się w latach ubiegłych żarliwa dyskusja na temat "czystości". Nie chodziło tylko o to, że do Adama przyznają się Litwini i Białorusini, bo największy poeta polski żył na Litwie i czuł się Litwinem, a nie mieszkańcem Korony, a urodził się na Nowogródczyźnie. Poszło o krytycznoliteracki wywód w eseju prof. Artura Sandauera pt. "Nie czy, lecz po co »Z matki obcej« (Próba psychoanalizy Adama Mickiewicza)". Sandauer podniósł kwestię pochodzenia matki poety, wywodząc jej rodzinę Majewskich z ochrzczonych Żydów, tzw. frankistów. O pochodzeniu matki i samego Mickiewicza miały też świadczyć rozmaite kabalistyczne interpretacje twórczości poety, choćby liczba 44 ze słynnego monologu Konrada.

Należy się kilka słów wyjaśnienia w kwestii frankistów, bo historia tej sekty dostarczyła już wielu powodów do rozmaitych spekulacji. Członkowie utworzonego w 1755 r. przez Jakuba Franka ugrupowania mistycznego otrzymywali od króla szlachectwo w zamian za przejście na katolicyzm i przyjmowali nazwiska od nazwy miesiąca, w którym się ochrzcili - czyli najczęściej byli to Majewscy, Lipcowie, Marcowie, Grudniowie, Styczniowie, ale także Krzyżanowscy, czyli nowi pod krzyżem. Przez pewien czas - nawet do początków XIX w. - potomkowie frankistów zachowywali kulturową i genetyczną odrębność, mieli zakaz zawierania małżeństw mieszanych, ale z czasem i ta ostatnia tama puściła. Potomkowie frankistów, nierzadko dobrze wykształceni i zamożni, w liczbie co najmniej kilkuset tysięcy weszli w skład polskiej elity na pełnych prawach.

Po eseju Sandauera rozpętała się prawdziwa burza. Na czele przeciwników "matki obcej" stanął wybitny historyk literatury prof. Konrad Górski, który używając licznych dowodów i argumentów, obalił tezę, jakoby Barbara z Majewskich pochodziła z neofitów. Krótko mówiąc, ustalił, że Barbara nie pochodziła "z tych Majewskich", tylko z innych, samo zaś brzmienie nazwiska nie jest przecież wystarczającym dowodem, by uznawać każdego Majewskiego za osobę pochodzenia żydowskiego.

Problem z rodowodem Mickiewicza jest jednak o wiele poważniejszy, bo niektóre fakty, choćby data i miejsce urodzenia Adama, są dziś nie do ustalenia z uwagi na brak źródeł. Sporą część dokumentów, listów i innych materiałów itd. zniszczył i spalił jego syn i biograf Władysław Mickiewicz, w trosce o legendę swego ojca.

Jakbyśmy mieli mało kłopotów z Mickiewiczem, analogiczna sytuacja dotyczy drugiego filara kultury Polski, geniusza muzycznego Fryderyka Chopina. Wszyscy wiemy, że nazwisko miał francuskie i ojca Francuza, ale muzykę komponował rdzennie polską, bo na Mazowszu, w Żelazowej Woli, a potem w Warszawie wychował się i do 19. roku życia przebywał. O rodzinie ojca Mikołaja i okolicznościach jego przyjazdu do Polski wiemy sporo, o rodzinie matki snuje się jednak tylko różne przypuszczenia. Chodzi o korzenie rodu Krzyżanowskich, z których pochodziła matka Fryderyka, Justyna. Współcześni biografowie Chopina nie wiedzą, jak się zabrać do tego tematu. Ponoć Krzyżanowscy byli potomkami frankistów. W liczącej 470 stron "Księdze sławnych muzyków pochodzenia żydowskiego" znanego historyka prof. Mariana Fuksa jest rozdział poświęcony twórcy mazurków. "Faktem jest, że Krzyżanowscy to typowe nazwisko neofickie", czytamy w jednym z akapitów. I to prawie cały dowód. Prof. Marian Fuks w posłowiu do swej książki zaznacza jednak, że termin "żydowskie pochodzenie" nie zawsze jest jasny i określony, ale wydaje mu się, że ukrywanie tego faktu, wstyd lub zażenowanie z tego powodu są anachronizmem. I w tym ma zupełną rację. "Ostatnimi laty - pisze - liczni, przeważnie młodzi ludzie właśnie szukają swoich żydowskich korzeni. Są one dla nich przedmiotem dumy i stanowią jakby duchową nobilitację".


Znikające rasy

Duma i poczucie zakorzenienia w polskiej społeczności, niezależnie od jej różnych domieszek, to wartość niezbywalna, indywidualna, która nie powinna rodzić żadnych konfliktów, tylko sprzyjać tolerancji i rozwojowi wiedzy o naszej wielowiekowej historii.

Na koniec niech znów do głosu dojdą przedstawiciele nauki, antropolodzy, ekonomiści, statystycy i demografowie. Prof. Krzysztof Borysławski mówi: - Polski system emerytalny musi niedługo się załamać i tylko przyjmowanie młodych imigrantów może go uratować. Liczni imigranci na pewno przyspieszą proces zanikania ras. Jest to, moim zdaniem, jedyna sensowna możliwość ratowania się przed coraz bardziej ujemnym przyrostem naturalnym. Nasze społeczeństwo - podobnie jak w innych tzw. krajach cywilizowanych - starzeje się w zastraszającym tempie, a tym samym nie będzie komu pracować na nasze i tak już cienkie emeryturki.

Może więc życzliwszym okiem powinniśmy spoglądać na różne egzotycznie wyglądające typy, które zaczynają traktować Polskę jak swój kraj. Choćby na społeczność wietnamską w Polsce, o której mówi się, że liczebnością jest już porównywalna z białoruską. Choć Wietnamczycy w sporej części traktują Polskę jako kraj tranzytowy, wielu z nich osiada na stałe. A zatem można przyjąć, że za parę dziesiątków lat nasz rodzimy typ subnordyczny będzie w większym stopniu laponoidalny niż dotychczas, ale w nagrodę wszystkim nam będzie się żyło lepiej i bezpieczniej.

Bronisław Tumiłowicz

FENOMEN PRZYCIĄGANIA

Prof. Henryk Samsonowicz, historyk

Przez tysiąc lat naszych dziejów następowało mieszanie się różnych wpływów i narodów. Efekt jest taki, że wystarczy zajrzeć do książki telefonicznej, gdzie znajdziemy nazwiska pochodzące z wszystkich regionów Niemiec, Rosji, Węgier, Czech, Francji, Anglii, Szkocji. Już za czasów Mieszka I w naszym kraju osiedlali się Skandynawowie, mieliśmy liczącą niemal tysiąc lat silną imigrację żydowską i równocześnie z wyodrębnianiem się grup mniejszościowych następowała polonizacja, na czym korzystaliśmy wszyscy. Trudno nawet powiedzieć, czym sobie nasi rodacy zasługiwali, że najbardziej wyraziste postawy patriotyczne wyrażali ludzie o obcych korzeniach, tacy jak Linde, Traugutt, Kronenberg, Fergusson, Tepper i inni.

I co ciekawe, to przyciąganie ludzi o obcym rodowodzie następowało nie tylko wtedy, gdy Polska była atrakcyjnym terenem do osiedlania, ale także wówczas, gdy utraciliśmy państwowość i Polska zniknęła z map Europy. To był niespotykany nigdzie indziej fenomen. W pewnych regionach Polski przemieszanie różnych nacji było silniejsze, np. na Pomorzu, na Śląsku, w Wielkopolsce, a także na kresach wschodnich, w innych nieco mniejsze, np. na Mazowszu, oczywiście z wyłączeniem Warszawy, ale tam z kolei był ogromny napływ ludności żydowskiej i niemieckiej w XIX w.


http://media.wp.pl/kat,1022939,wid,10558682,wiadomosc.html
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy   

Powrót do góry Go down
 
Słowianie - najbardziej tajemniczy lud Europy
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Forum Ezoteryczne BytZbiorowy :: Świadome życie :: Świadome życie :: Tajemnice cywilizacji i globalna manipulacja-
Skocz do: